Styczeń 2018

Wszystko, co powinieneś wiedzieć o niedoborze dopaminy

Dopamina jest substancją chemiczną, która naturalnie występuje w naszym organizmie. Jest to neuroprzekaźnik, który odgrywa kluczową rolę w kontrolowaniu ruchów danej osoby, ale także jej reakcji emocjonalnych. Właściwy poziom dopaminy jest niezbędny dla dobrego samopoczucia fizycznego oraz psychicznego.

 

Od dopaminy zależą istotne funkcje naszego mózgu, a także nasz nastrój, sen, pamięć, uczenie się, koncentracja oraz kontrola motoryczna. Niedobór tej substancji chemicznej może wiązać się z depresją, ale także z chorobą Parkinsona. Więcej objawów niedoboru to:

  • skurcze mięśni
  • dolegliwości bólowe
  • sztywność mięśni
  • utrata równowagi
  • zaparcia
  • trudności w jedzeniu i połykaniu
  • utrata masy ciała lub jej przyrost
  • refluks żołądkowo-przełykowy
  • częste zapalenie płuc
  • kłopoty ze snem
  • niski poziom energii
  • niezdolność do skupienia się
  • powolność w poruszaniu się oraz w mowie
  • poczucie wyobcowania
  • wahania nastroju
  • płaczliwość
  • niska samoocena
  • poczucie winy
  • niepokój
  • myśli samobójcze
  • niski popęd płciowy
  • halucynacje
  • brak samoświadomości

Niedobór dopaminy może wynikać z nadużywania leków, stosowania narkotyków lub prowadzenia niezdrowej diety. Jadłospis bogaty w cukier i tłuszcze nasycone skutecznie hamuje obieg dopaminy w organizmie, a brak białka może oznaczać, że nie ma wystarczającej ilości tyrozyny, która pomaga wytwarzać neuroprzekaźnik. Niektóre badania wykazały, że na niedobór dopaminy szczególnie narażone są osoby otyłe.

 

Nie ma wiarygodnego sposobu na zmierzenie poziomu dopaminy u danej osoby, jednak lekarz może przyjrzeć się objawom pacjenta i czynnikom związanym z jego stylem życia, aby postawić taką diagnozę.

 

W leczeniu niedoboru dopaminy pomoże w szczególności suplementacja kwasami tłuszczowymi omega-3. Jeśli u pacjenta zdiagnozowano chorobę taką jak depresja lub schizofrenia, lekarz powinien zalecić stosowanie dodatkowych środków w postaci leków przeciwdepresyjnych oraz stabilizatorów nastroju.

 

Inne metody leczenia to przede wszystkim zmiana stylu życia na zdrowszy, fizykoterapia w przypadku sztywności mięśni, suplementacja witaminą D, magnezem oraz kwasami tłuszczowymi omega-3. Należy rozważyć także ćwiczenia fizyczne, masaż terapeutyczny oraz medytację.

 

Dieta bogata w sól negatywnie wpływa na funkcjonowanie mózgu

Nie od dziś wiemy, że nadmiar soli w diecie jest szkodliwy dla naszego zdrowia, przede wszystkim ze względu na nadciśnienie i problemy z sercem. Jednak najnowsze badania dokładają kolejną cegiełkę do tej opinii, ponieważ naukowcy stwierdzili, że zbyt duże spożycie soli wiąże się ze spadkiem funkcji poznawczych.

 

Najnowsze badania opublikowane w czasopiśmie naukowym Nature Neuroscience wykazały, że myszy karmione dietą z wysoką zawartością soli wykazują oznaki spadku wydajności umysłowej oraz upośledzenia funkcji poznawczych.

 

Zmiana w funkcjonowaniu mózgu następuje nawet wtedy, gdy sól nie ma wpływu na ciśnienie krwi. Sugeruje to, że mózg może być głównym poszkodowanym z powodu zbyt dużego spożycia soli. Substancja skutkuje hipoperfuzją w mózgu (zmniejszonym przepływem krwi), a także upośledzeniem funkcji poznawczych.

 

Naukowcy karmili grupę myszy od 8 do 16 razy większą niż wskazana ilością soli, która jest porównywalna z nadużywaniem soli przez człowieka. Po około 3 miesiącach myszy zaczęły tracić swoją wydolność umysłową. Co ciekawe, reakcję obserwowano także o zwierząt, u których nie wystąpiło nadciśnienie.

Dalsze badania wykazały, że wysokie dawki soli wywoływały odpowiedź immunologiczną w jelicie cienkim myszy, co skutkowało zwiększoną produkcją interleukiny 17 – substancji wspomagającej odpowiedź przeciw bakteriom zewnątrzkomórkowym, która w dużym stężeniu uszkadza naczynia krwionośne w mózgu.

 

Mimo, że badanie zostało przeprowadzone na myszach naukowcy są zdania, że podobne następstwa mogą występować także u ludzi. Póki co brak na to wystarczających dowodów, ale z pewnością temat ten zostanie pogłębiony. Warto przy okazji zdawać sobie sprawę z tego, że dzienne spożycie sodu nie powinno przekraczać 2,300 mg dziennie, co odpowiada jednej łyżeczce soli.

 

Przełom w badaniach nad odchudzaniem! Kluczem może być światło słoneczne

Pomimo naszych najszczerszych starań, aby utrzymać stałą wagę w okresie zimowym, wielu z nas i tak przybiera na wadze. Dlaczego? Najnowsze badanie ma zaskakującą odpowiedź na ten temat. Okazuje się bowiem, że na naszą wagę duży wpływ może mieć dostęp do światła słonecznego.

 

Nowe badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Alberta w Edmonton w Kanadzie ujawniło niespodziewaną korelację pomiędzy brakiem dostępu do światła słonecznego a przyrostem masy ciała. Okazuje się, że komórki tłuszczu podskórnego, czyli główna część tłuszczu u ludzi ma skłonność do kurczenia się pod wpływem tak zwanego niebieskiego światła słonecznego – czyli widzialnego rodzaju światła, które poprawia nasz nastrój w ciągu dnia.

 

Naukowcy pobrali od pacjentów próbki komórek tłuszczu podskórnego, a następnie zbadali wpływ niebieskiego światła słonecznego na ich zachowanie. Podczas kontaktu ze światłem komórki zmniejszały swoją objętość. Niewystarczająca ekspozycja na światło słoneczne w okresie zimowym może sprzyjać więc magazynowaniu tłuszczu i przyczyniać się do przyrostu masy ciała.

Odkrycie może otworzyć nową drogę do leczenia otyłości i cukrzycy, która będzie polegała na doświetlaniu się podczas diety. Mimo wszystko autorzy badania są zdania, że nie należy wysnuwać pochopnych wniosków, ponieważ cały temat musi zostać jeszcze dokładnie przebadany.

 

Badania potwierdzają, że stres może prowadzić do różnych chorób

Stres psychiczny jest dobrze znanym czynnikiem ryzyka występowania wielu chorób, jednak co dokładnie powoduje, że chorujemy? Nowe badanie dostarczyło interesujących informacji na ten temat. Naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Michigan w East Lansing ujawnili, że białko znane jako receptor kortykoliberyny podtypu 1 (CRF1), reaguje na stres wysyłając sygnały do określonych komórek odpornościowych.

 

Kortykoliberyna jest wielopeptydowym neuroprzekaźnikiem i hormonem związanym z odpowiedzią organizmu na stres. Komórki odpornościowe, które odbierają sygnał od CRF1 uwalniają substancje chemiczne, które mogą wywoływać wiele chorób, w tym astmę, toczeń oraz zespół jelita drażliwego. Odkrycia badaczy zostały opublikowane w czasopiśmie naukowym Journal of Leukocyte Biology.

 

Wszyscy doświadczamy stresu i zapewne większość z nas spotkała się z negatywnymi skutkami stresu w postaci objawów czysto fizycznych. Odkryto, że komórki tuczne (mastocyty), powstające z prekursorów szpikowych, odgrywają kluczową rolę w chorobach zapalnych i alergicznych.

 

W odpowiedzi na alergeny – takie jak pyłki, roztocza i orzeszki ziemne – komórki tuczne uwalniają substancję chemiczną o nazwie histamina, która ma pozbywać się alergenów. Proces ten wywołuje typowe objawy alergii, w tym łzawienie oczu, katar oraz zapalenie dróg oddechowych.

Wcześniejsze badania wykazały, że aktywność komórek tucznych zwiększa się także w odpowiedzi na stres psychiczny, co może być źródłem chorób. Na potrzeby badania naukowcy przyjrzeli się dwóm grupom myszy: jedna miała normalne receptory CRF1 na komórkach tucznych, natomiast druga została ich całkowicie pozbawiona.

 

W badaniu obie grupy myszy były narażone na stres psychiczny oraz alergeny, przez co ich układ odpornościowy stał się nadmiernie aktywny. Naukowcy odkryli, że myszy z prawidłowymi receptorami CRF1 doświadczyły wzrostu poziomu histaminy w odpowiedzi na oba stany stresowe, co w ostateczności doprowadziło je do choroby.

 

Gryzonie, które nie miały receptorów CRF1 wykazywały niski poziom histaminy, przez co uniknęły chorób. W sumie u zwierząt pozbawionych CRF1 odnotowano 54% zmniejszenie reakcji alergicznej w odpowiedzi na alergeny i 63% zmniejszenie reakcji chorobowej w odpowiedzi na stres psychiczny. Naukowcy są zdania, że ich odkrycie może niebawem otworzyć drzwi do stworzenia nowych metod leczenia chorób wywoływanych stresem.

 

6 owoców, które dodadzą Ci zdrowia zimą

Zima z pewnością nie jest sezonem, który obfituje w owoce, jednak istnieje kilka gatunków, które są dostępne w większości sklepów. Oto kilka typowych „zimowych” owoców, które idealnie spełnią zapotrzebowanie odżywcze organizmu o tej porze roku.

 

Grejpfruty

Grejpfrut ma wysoką zawartość witaminy C, błonnika oraz przeciwutleniaczy. Spożywanie grejpfrutów może chronić nas przed rakiem żołądka, trzustki, pęcherza moczowego oraz szyjki macicy. Owoce są naturalnym źródłem kwasu salicylowego, czyli aspiryny, dlatego idealnie sprawdzą się na wypadek przeziębienia lub grypy.

 

Jabłka

Ostatnie zbiory jabłek w ciągu roku przypadają zwykle na połowę jesieni, jednak owoce te są wystarczająco odporne, aby przechowywać je w miesiącach zimowych. Jabłka zawierają sporą dawkę błonnika, witaminy A i C, żelaza oraz potasu. Niektóre badania wykazały, że spożywanie jabłek może chronić nas przed chorobami układu oddechowego. 

Gruszki

Podobnie jak jabłka, gruszki są odpornymi owocami jesiennymi, które możemy nabyć przez całą zimę. Gruszki mają niski indeks glikemiczny, co jest dobrą informacją dla cukrzyków. Jedno z badań wykazało, że spożywanie gruszek może pomóc w zmniejszeniu ryzyka wystąpienia udaru. Gruszki, podobnie jak i jabłka, pomagają w zachowaniu prawidłowej masy ciała.

 

Kiwi

Jedzenie kiwi może pomóc w regulacji trawienia, stabilizuje także poziom naszych elektrolitów, wzmacnia układ odpornościowy i może działać profilaktycznie przeciw nowotworom. Spożywanie 2-3 owoców kiwi w ciągu dnia może zapobiegać powstawaniu zakrzepów krwi. Kiwi są także bogate w przeciwutleniacze.

 

Cytryny

Cytryny podobnie jak wszystkie cytrusy, zawierają witaminę C, która chroni nas przed chorobami oczu oraz kamieniami nerkowymi. Te aromatyczne owoce mogą nadać smaku wielu daniom oraz wypiekom.

 

Mandarynki

Badania wykazały, że spożywanie mandarynek może pomóc w ochronie przed rakiem wątroby oraz piersi. W skórce mandarynek znajdują się związki, które mogą zmniejszyć ryzyko zachorowania na białaczkę. Jedno z badań wykazało również, że spożywanie mandarynek wspomaga zdrowie naszego układu krwionośnego, poprawiając drożność tętnic.

 

Czy woda z cytryną pomaga oczyścić organizm z toksyn?

Woda z dodatkiem cytryny zyskała reputację napoju, który każdy z nas powinien pić każdego dnia. Istnieje popularna opinia na temat tego, że picie wody z cytryną poprawia trawienie, wyrównuje poziom pH organizmu i działa na nas detoksykująco. Do innych rzekomych zalet picia wody z cytryną możemy dodać także rozjaśnienie naszej cery, wzmocnienie układu odpornościowego, a nawet utratę wagi. Jak jednak mają się fakty?

 

Woda z dodatkiem cytryny jest niskokalorycznym napojem, który może być idealnym sposobem na rozpoczęcie poranka. Picie wody samej w sobie jest dla nas zdrowe, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że większość z nas pije jej za mało. Odwodnienie może spowolnić nasz metabolizm, a także ograniczyć funkcjonowanie mózgu. Dodatek cytryny może skutkować chętniejszym przyjmowaniem napoju, przez co będziemy bardziej nawodnieni.

 

Mimo to dietetycy są zdania, że cytryna w wodzie nie doda zbyt wielu wartości odżywczych, które istotnie wpłynęłyby na nasze zdrowie. Owszem, owoc będzie dodatkiem smakowym, ale nie zwiększy naszej odporności, a tym bardziej nie obniży naszej wagi. To właśnie woda odpowiada za tego typu efekty. 

Przykładowo, według WHO kobiety potrzebują około 75 mg witaminy C dziennie, jednak sok cytryny pozyskany z jednego plastra owocu dostarcza jedynie 1 mg. To samo tyczy się przeciwutleniaczy zawartych w cytrynie – nie zaspokoją nawet 1% dziennego zapotrzebowania organizmu.

 

Należy pamiętać, że picie dużych ilości wody z cytryną może powodować uszkodzenia w szkliwie zębów, uczucie pieczenia w żołądku, a także nasilać objawy refluksu żołądkowego lub zgagi. Jednak jeśli nasze spożycie napoju będzie umiarkowane, wówczas z pewnością poczujemy się lepiej, ponieważ nasz organizm będzie nawodniony. 

 

Praca na nocną zmianę zwiększa ryzyko nowotworów u kobiet

Praca w godzinach nocnych nie jest rozwiązaniem dla każdego. Mimo to wielu ludzi decyduje się na nią z różnych powodów. Jednak jaki wpływ na nasze zdrowie mają nocne zmiany w pracy? Zespół badawczy z Centrum Medycznego w Chinach postanowił ustalić, czy praca na nocną zmianę przez dłuższy okres czasu może zwiększyć ryzyko występowania chorób. 

 

W najnowszym badaniu opublikowanym w czasopiśmie naukowym Cancer Epidemiology Biomarkers and Prevention udostępniono informację o tym, że kobiety, które pracują na nocnej zmianie, są aż o 19% bardziej narażone na zachorowanie na raka.

 

Przeanalizowano ponad 114 tysięcy przypadków zachorowania na raka u prawie 4 milionów pacjentów z Ameryki Północnej, Europy, Azji oraz Australii. W badaniu dowiedziono, że kobiety, które przez dłuższy czas pracowały na nocną zmianę, były o 41% bardziej narażone na raka skóry, o 32% bardziej narażone na raka piersi i o 18% bardziej narażone na raka układu pokarmowego. Co więcej, każde 5 lat pracy na nocną zmianę wiązało się ze wzrostem o 3,3% ryzyka wystąpienia raka piersi. 

Część z przypadków zwiększonego ryzyka wystąpienia nowotworów u kobiet pracujących na nocną zmianę może tłumaczyć fakt zmniejszonej produkcji melatoniny w ciągu nocy, co z kolei przekłada się na zbyt dużą produkcję hormonu estrogenu. Może to skutkować między innymi rakiem piersi.

 

Mimo wszystko naukowcy informują, że ich badanie ma pewne ograniczenia. Metaanaliza danych posiada niewystarczająco jasno sformułowaną definicję „długoterminowych” nocnych zmian, która obejmuje zarówno osoby, które pracują wyłącznie na nocną zmianę, a także te, które pracują tylko przez trzy noce w miesiącu. Co więcej, dużą część danych stanowiły pielęgniarki, które często pracują na nocną zmianę i z racji wykonywanego zawodu częściej badają swój stan zdrowia.

 

Badania ujawniają zaskakujące konsekwencje wypalenia pojedynczego papierosa

Naukowcy z Uniwersytetu Queen Mary w Londynie przeanalizowali wyniki 8 ankiet dotyczących nałogu palenia w krajach anglojęzycznych i odkryli, że u 69% ludzi jeden papieros może wystarczyć do tego, aby wywołać codzienny nałóg palenia. Zaskakujące wyniki opublikowano pod koniec zeszłego roku w czasopiśmie naukowym Nicotine and Research.

 

W ankietach na temat palenia wyrobów tytoniowych wzięło udział ponad 216 tysięcy osób ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Australii oraz Nowej Zelandii. Około 60% uczestników ankiety przyznało się do wypalenia przynajmniej jednego papierosa w ciągu swojego życia

.

Co ciekawe w Stanach Zjednoczonych osoba, która zapaliła raz w życiu była aż o 50% bardziej narażona na ryzyko uzależnienia, a w Wielkiej Brytanii było to już aż 82%. Odsetek ten wydaje się być bardzo wysoki, zwłaszcza gdy ogólnoświatowe wskaźniki palenia spadają.

Uzależnienie od nikotyny nadal stanowi poważny problem dla naszej cywilizacji. Mimo ciągłych akcji uświadamiających na temat konsekwencji palenia tytoniu, ludzie nie potrafią oprzeć się pokusie i szukają zamienników w jedynie pozornie zdrowszych e-papierosach.

 

W skali światowej najwyższy odsetek palaczy występuje w Indonezji – stanowią oni tam aż 40% społeczeństwa. Nieciekawie prezentuje się sytuacja palaczy w Polsce, gdzie na podstawie badań przeprowadzonych w 2015 roku stwierdzono, że odsetek palaczy wynosi 28%. Dla porównania, w Stanach Zjednoczonych palacze to jedynie 11,4% społeczeństwa, a w Wielkiej Brytanii 16,1%.

 

Ibuprofen może powodować niepłodność u młodych mężczyzn – sugerują najnowsze badania

Istnieje wiele dolegliwości zdrowotnych, w których ratujemy się stosowaniem środków bólowych. Leki przeciwbólowe, dostępne w aptece bez recepty, są uznawane za nieszkodliwe dla naszego organizmu, ale co jeśli po prostu jeszcze tego nie dowiedziono? Na przykład stosowanie ibuprofenu u młodych mężczyzn wiąże się z ryzykiem niepłodności – sugerują badania opublikowane w czasopiśmie naukowym Proceedings of National Academy of Science.

 

Naukowcy postanowili zbadać zależność pomiędzy hormonem luteinizującym (lutropiną) a testosteronem we krwi u młodych mężczyzn przyjmujących ibuprofen. U mężczyzn lutropina odpowiada za funkcjonowanie komórek śródmiąższowych jąder, które z kolei produkują testosteron.

 

Badanie było kontynuacją wcześniej odkrytych zależności pomiędzy stosowaniem ibuprofenu przez kobiety w ciąży a zwiększonym ryzykiem wrodzonych wad jąder u ich dzieci płci męskiej. Do badania zebrano 31 ochotników w wieku od 18 do 35 lat i podzielono ich na dwie grupy. Osoby z pierwszej grupy otrzymywały każdego dnia 600 mg ibuprofenu, a druga grupa otrzymywała wyłącznie placebo. Następnie naukowcy badali próbki ex vivo pobrane z jąder uczestników badania. 

Zmniejszenie stosunku testosteronu do lutropiny spowodowało zaburzenie równowagi hormonalnej, nazwane hipogonadyzmem wtórnym. Dane wskazują na to, że ibuprofen selektywnie wyniszcza komórki endokrynne w jądrach, co przekłada się na obniżony testosteron u mężczyzn. Wiąże się to z zaburzeniami płodności, depresją, niewydolnością serca oraz udarem.

 

Wyniki badań są tym bardziej szokujące, że leki zawierające ibuprofen są bardzo popularne i sprzedawane bez recepty. Według Światowej Organizacji Zdrowia szacuje się, że aż 25% par w krajach rozwijających się jest dotkniętych niepłodnością, a liczba plemników u mężczyzn spadła o ponad połowę w ciągu ostatnich 40 lat i nadal spada, o około 1,4% rocznie.

 

Niepłodność u mężczyzn może wynikać z wielu różnych czynników, na przykład z przebytych urazów, zaburzeń genetycznych i hormonalnych, wieku, wagi, palenia tytoniu, zażywania narkotyków, spożywania alkoholu oraz narażenia na toksyny środowiskowe. Być może do tych czynników powinniśmy dopisać także leki zawierające ibuprofen.

 

Czy zielona herbata pomaga w odchudzaniu?

Picie naparu z zielonej herbaty może wiązać się z wieloma korzyściami zdrowotnymi ze względu na jej bogaty skład odżywczy i zawartość cennych przeciwutleniaczy. Zieloną herbatę od pokoleń stosuje się w tradycyjnej medycynie chińskiej, gdzie leczy ona wiele schorzeń, od bólu głowy po przyspieszone gojenie ran. Wiele mówi się także o właściwościach odchudzających zielonej herbaty, jednak czy to prawda?

 

Uważa się, że zielona herbata wspomaga utratę wagi poprzez przyspieszenie metabolizmu. Napar zawiera kofeinę oraz przeciwutleniacz zwany katechiną i to właśnie te związki mogą przyspieszyć nasz metabolizm. Co więcej, katechina może wspomóc także w spalaniu nadmiaru tłuszczu w organizmie.

 

Przegląd badań opublikowany w 2010 roku wykazał, że suplementy zawierające zieloną herbatę mają niewielki, jednak pozytywny wpływ na utratę wagi. W najnowszych badaniach postanowiono zweryfikować klinicznie, czy stosowanie zielonej herbaty przyspieszy odchudzanie osób ze stwierdzoną nadwagą i otyłością. Jednak ostatecznie autorzy badań doszli do wniosku, że wynik jest nieznaczny i zielona herbata nie ma istotnego wpływu na utratę wagi. 

Należy pamiętać, że jakiekolwiek korzyści zielonej herbaty względem odchudzania prawdopodobnie będą bardzo małe. Wpływ zielonej herbaty nie jest tak korzystny, jak inne metody zdrowego odchudzania, na przykład ćwiczenia fizyczne.

 

Niemniej, picie herbaty z pewnością nie zaszkodzi i jest o wiele lepszą alternatywą od picia niezdrowych, słodzonych napojów. Zieloną herbatę można pić do woli, jednak warto wybrać tę najmniej przetworzoną, aby posiadała jak najbogatszą zawartość odżywczą. Jedynym ograniczeniem w piciu zielonej herbaty jest jej zawartość kofeiny, która może powodować na przykład problemy ze snem lub wysokim ciśnieniem krwi.

 

Zielona herbata zawiera: witaminy z grupy B, kwas foliowy, magnez oraz przeciwutleniacze. Regularne picie tego napoju pomoże w: obniżeniu poziomu cholesterolu, poprawie funkcjonowania serca, zmniejszeniu ryzyka choroby Alzheimera, leczeniu cukrzycy typu 2 oraz zmniejszeniu ryzyka wystąpienia niektórych nowotworów.