luty 2020

Twój budzik może przesądzać o jakości całego dnia

Najnowsze badania dowodzą, że dźwięk porannego budzika ma ogromne znaczenie wobec naszego nastroju w ciągu całego dnia. Ciekawe okazało się również to, jakie rodzaje budzików najbardziej służą naszemu samopoczuciu.

Od czasu, gdy niemal każdy z nas używa smartfona, zyskaliśmy nieograniczony dostęp do różnych dźwięków budzika. Można zatem zadać sobie pytanie, jaki dźwięk budzika sprawi, że obudzimy się w lepszym nastroju, z większym zapałem do dnia pełnego pracy i obowiązków? Odpowiedź na nie starano się znaleźć podczas badania przeprowadzonego przez The Royal Melbourne Institute of Technology w Melbourne.

Zdaniem badaczy zły sposób pobudki może obniżyć wydajność pracy człowieka nawet przez kolejne 4 godziny. Co ciekawe, nie dotyczy to samej pory pobudki i czasu poświęconego na sen, ale także tego, jaki dzwonek nas obudzi. Okazuje się, że zamiast klasycznych dzwonków znacznie lepiej wybrać bardziej skomplikowane, rytmiczne melodie.

Badania przeprowadzono na 50 uczestnikach, których sen podlegał szczegółowym pomiarom. W szczególności zwrócono uwagę na wpływ trybu drzemki i kolejnych budzików, które po niej następują. Naukowcy zauważyli, że im dłuższa była drzemka uczestników badania, tym bardziej negatywnych uczuć doświadczali oni podczas słyszenia kolejnego budzika.

Co ciekawe, osoby, które na pobudkę wybierały bardziej melodyjne alarmy, rzadziej włączały drzemkę w swoich telefonach. Z kolei uczestnicy badania preferujący klasyczne dźwięki budzika znacznie chętniej korzystali z tej opcji. Różnice dostrzeżono także w emocjach towarzyszących pobudkom. Zwyczajnie przyjemniejsze dla uszu budziki okazały się skuteczniejszą motywacją dla porannego wstawania.

Posiłki wysokobiałkowe mogą zagrażać zdrowiu serca

W ostatnim czasie coraz więcej osób stosuje diety wysokobiałkowe. Ich popularność wynika z tego, że podczas ich stosowania łatwiej jest zgubić zbędne kilogramy i zbudować masę mięśniową. Jednak na podstawie nowego badania analizującego dane medyczne tysięcy ludzi wywnioskować można, że nadmierna zawartość białka w diecie zwiększa ryzyko schorzeń kardiometabolicznych. Czy wobec tego powinniśmy ograniczyć jego spożycie?

Niedawno przeprowadzone badanie, którego wyniki opublikowano w czasopiśmie Medical News Today, sugeruje, że nadmierne spożycie białka, a konkretniej aminokwasów siarkowych, może powodować choroby sercowo-naczyniowe takie jak miażdżyca. Do takich wniosków doszli naukowcy z Uniwersytetu Stanowego w Pensylwanii.

Białka składają się z małych związków chemicznych, czyli aminokwasów. Dwa z nich zawierają w sobie pierwiastki siarki, przez co nazywa się je aminokwasami siarkowymi. Mowa o metioninie i cysteinie – nasz organizm potrzebuje ich do prawidłowego funkcjonowania i musi pozyskiwać je z pożywienia. Jednak podobnie jak w przypadku wielu innych składników odżywczych, jeśli spożywamy je w nadmiarze, mogą wyrządzić nam więcej szkody niż pożytku. Właśnie do takich wniosków doszli badacze z Penn State.

Naukowcy monitorowali dietę oraz stan zdrowia ponad 11 tysięcy uczestników badania, którzy udostępnili im swoje dane medyczne poprzez organizację Centers for Disease and Prevention. Na podstawie pozyskanych danych badacze opracowali złożone kryterium oceny ryzyka choroby kardiometabolicznej. Oceniano indywidualne ryzyko każdego uczestnika względem doświadczenia choroby serca, udaru mózgu oraz cukrzycy. Wykorzystywano do tego charakterystyczne biomarkery występujące we krwi pacjentów: poziom cholesterolu, trójglicerydów, glukozy oraz insuliny. Krew pobierano na czczo, po upływie od 10 do 16 godzin po ostatnim spożytym posiłku.

Na wartości uwzględnionych przez naukowców biomarkerów mogą mieć wpływ długoterminowe nawyki żywieniowe. Dlatego przeanalizowano również informacje na temat tego, jak odżywiają się uczestnicy badania. Końcowa analiza badaczy wykazała, że średnie spożycie aminokwasów siarkowych u badanych osób było prawie 2,5 razy większe od średniego zapotrzebowania, które wykazuje organizm. Co ciekawe, osoby z najwyższym spożyciem aminokwasów siarkowych posiadały również najgorsze wyniki badań krwi pod kątem biomarkerów chorób kardiometabolicznych. Korelacja ta utrzymała się także po wzięciu pod uwagę czynników takich jak płeć, wiek oraz historia chorobowa.

Niestety, aminokwasy siarkowe występują w prawie wszystkich produktach spożywczych z wyjątkiem ziaren, owoców i warzyw. Największą ich zawartość posiada jednak mięso oraz inne pokarmy wysokobiałkowe. Naukowcy zalecają zatem ich ograniczenie na rzecz spożycia większych ilości owoców, warzyw oraz ziaren.

Naturalny związek chemiczny może pomóc w leczeniu stłuszczenia wątroby

Niealkoholowa stłuszczeniowa choroba wątroby to ogólne określenie nieprawidłowego funkcjonowania wątroby w wyniku nagromadzenia tłuszczu w jej obrębie. Z czasem prowadzi on do stanu zapalnego, zwłóknienia oraz zbliznowacenia tkanki tego narządu. Ich konsekwencją może być z kolei marskość wątroby lub rak wątrobowokomórkowy. Naukowcy stale poszukują leku, który mógłby zapobiegać stłuszczeniu wątroby. Wiele wskazuje na to, że może zapobiegać mu naturalny związek pochodzenia roślinnego.

Według najnowszych danych bezalkoholowa stłuszczeniowa choroba wątroby stanowi około 25% przypadków wszystkich chorób wątroby na całym świecie. Jej głównym czynnikiem predysponującym jest po prostu otyłość, która prowadzi do ogólnoustrojowych stanów zapalnych w organizmie. Ponieważ zarówno choroby wątroby, jak i otyłość są tak rozpowszechnione, naukowcy stale poszukują nowych, skuteczniejszych sposobów, które mogą je leczyć, ale także im zapobiegać.

Niedawno zespół badaczy z Uniwersytetu Texas A&M we współpracy ze specjalistami z innych instytucji badawczych przeprowadzili badanie, którego wyniku sugerują odkrycie naturalnego związku mogącego zapobiegać bezalkoholowej stłuszczeniowej chorobie wątroby. Związek o nazwie indol występuje w niektórych warzywach krzyżowych, takich jak brokuły, brukselka oraz kapusta. Szersze informacje na temat jego właściwości opublikowano w czasopiśmie naukowym Hepatology.

W celu weryfikacji prozdrowotnego działania indolu naukowcy przeprowadzili badania zarówno na ludziach, jak i na zwierzętach oraz żywych komórkach. Pierwszy eksperyment odbył się w Uniwersytecie Medycznym Changqing w Chinach, w którym wzięło udział 137 uczestników pochodzenia azjatyckiego w wieku od 20 do 80 lat. U 51 spośród nich zdiagnozowano nadwagę, a u 11 otyłość. Badacze weryfikowali poziom indolu we krwi uczestników, a także poziom biomarkerów związanych z otyłością i zawartością tłuszczu w wątrobie.

Odkryto, że w badanej grupie osoby z wyższymi wskaźnikami masy ciała posiadały jednocześnie mniejsze stężenie indolu we krwi. Najniższy poziom tego związku chemicznego występował u osób otyłych, a najwyższy u uczestników z prawidłowym BMI. Co jednak najważniejsze, odkryto, że niski poziom indolu korelował jednocześnie z wysoką zawartością tłuszczu nagromadzonego w wątrobie.

Naukowcy uważają, że ich odkrycie może znajdować zastosowanie u wszystkich ludzi, niezależnie od ich pochodzenia etnicznego. Ponieważ jednak póki co badanie przeprowadzono wyłącznie w Chinach, nie można w 100% potwierdzić jego wiarygodności.

Aby wykazać potencjalne znaczenie indolu dla zdrowia wątroby, badacze przeprowadzili serię eksperymentów na myszach, u których sztucznie wywołano niealkoholową stłuszczeniową chorobę wątroby. Gryzonie były karmione wyłącznie dietą wysokotłuszczową, jednak część z nich dodatkowo otrzymywała indol. Jak się okazało, grupa myszy wspomagana roślinnym związkiem chemicznym gromadziła mniej tkanki tłuszczowej i, analogicznie, doświadczała mniej stanów zapalnych w organizmie.

Badacze zauważyli, że indol zadziałał nie tylko na wątrobę, ale również na komórki jelitowe, zachęcając je do wysyłania sygnałów przeciwzapalnych. Choć potrzebne są jeszcze kolejne badania na ten temat, bardzo możliwe, że indol będzie stanowić przyszłość terapii przeciw otyłości oraz chorobom wątroby. My z kolei możemy na dany moment zwiększyć spożycie warzyw krzyżowych w naszej codziennej diecie.

Naukowcy odkryli nowy biomarker świadczący o depresji

Nowe badania wykazały, że wysoki poziom kwasu antranilowego w surowicy krwi, może pomóc w diagnozowaniu depresji. Kwas antranilowy to metabolit tryptofanu – aminokwasu białkowego związanego z naszym samopoczuciem oraz odczuwaniem stresu. Zdaniem naukowców nowy biomarker będzie mógł służyć nie tylko do diagnozowania chorób psychicznych, ale również w ocenie ryzyka ich wystąpienia oraz monitorowania postępów w leczeniu. Szczegółowe wyniki ukazały się na łamach czasopisma naukowego Nature Journal Scientific Reports.

Według badań przeprowadzonych w 2017 roku prawie 300 milionów ludzi na całym świecie zmaga się z depresją. Niestety, liczba osób chorych rośnie z roku na rok, więc można założyć, że obecnie jest ich jeszcze więcej. Liczne badania naukowe wskazują na bezpośredni związek depresji z przewlekłym stanem zapalnym w organizmie. Prowadzi to do ogólnej hipotezy, że to właśnie stany zapalne stanowią główną przyczynę depresji klinicznej.

Próbując rozwikłać fizjologiczne mechanizmy stojące za depresją, naukowcy postanowili zbadać kilka ścieżek biologicznych prowadzących właśnie do stanów zapalnych w organizmie. Szczególne zainteresowanie wzbudziła tzw. aminotransferaza kinureninowa, która wiąże się z metabolizmem tryptofanu. Niezbędny do życia aminokwas stanowi ważny prekursor serotoniny określanej mianem hormonu szczęścia.

Poprzednie badania sugerowały, że niski poziom tryptofanu w organizmie może powodować depresję oraz zaburzenia snu. Teraz naukowcy z Uniwersytetu Fujita Health w Japonii wysnuli hipotezę, że jego metabolity mogą służyć jako biomarkery przydatne w ocenie identyfikacji bądź ryzyka choroby psychicznej. Dziś już wiadomo, że metabolizm tryptofanu jest w wyraźny sposób zaangażowany w powstawanie zaburzeń depresyjnych.

Aby potwierdzić swoją hipotezę, badacze przeanalziowali pod kątem metabolitów tryptofanu surowicę krwi 61 pacjentów ze zdiagnozowaną depresją oraz 51 osób zdrowych. Dla uzyskania jak najbardziej szczegółowych wyników pomiaru zastosowano metodę chromatografii cieczowej. Odkryto, że osoby ze zdiagnozowaną depresją posiadają w swojej krwi wysoki poziom kwasu antranilowego, przy jednocześnie niskim poziomie tryptofanu. Analiza wykazała również wyraźną korelację między zaawansowanymi, poważnymi objawami depresji klinicznej, a najwyższymi poziomami kwasu antranilowego we krwi.

Co ciekawe, podobna korelacja wystąpiła w przypadku pacjentów zmagających się z chronicznym bólem. Można zatem przypuszczać, że oba te stany wiążą się z przewlekłymi stanami zapalnymi w organizmie. Oprócz skuteczniejszego diagnozowania chorób naukowcy mają teraz nadzieję na opracowanie nowej generacji leków.

Czy jedzenie jajek każdego dnia jest zdrowe?

Konfrontacja kilku badań na temat wpływu codziennego spożywania jajek na zdrowie człowieka skutkowała nowymi wnioskami. Jak aktualnie wypowiadają się eksperci internetowego serwisu medycznego Healthline, jedzenie jednego lub dwóch jajek dziennie nie ma negatywnego wpływu na zdrowie większości ludzi. Uwagę należy jednak zwrócić na częstotliwość spożywania jajecznic, omletów i innych dań śniadaniowych na bazie jajek. Dlaczego?

Naukowcy wykorzystali wnioski z trzech największych badań oceniających wpływ spożycia jajek na zdrowie układu sercowo-naczyniowego ludzi. W sumie pozyskane dane dotyczyły około 177 tysięcy uczestników z 50 różnych krajów. Co ciekawe, skonfrontowane ze sobą badania nie wykazały dowodów na to, by dla przeciętnego człowieka spożywanie jajek wiązało się z gromadzeniem cholesterolu we krwi lub ryzykiem przedwczesnej śmierci z przyczyn sercowo-naczyniowych. Doprowadziły za to do wniosków, że dla większości ludzi jedzenie jednego lub dwóch jajek dziennie nie zwiększa ryzyka choroby sercowo-naczyniowej ani śmierci.

W ciągu 3 ostatnich dziesięcioleci czasopismo naukowe American Jorunal of Clinical Nutrition publikowało badania wykazujące różne wyniki na temat związku pomiędzy spożywaniem jajek a poziomem cholesterolu we krwi. Przykładowo w 1982 roku twierdzono, że spożywanie jajek w umiarkowanej ilości nie ma wpływu na poziom cholesterolu we krwi. Do takich wniosków doprowadziły wyniki badania na 912 osobach, podczas którego analizowano czynniki oraz cechy przyczyniające się do chorób układu krążenia.

W 2001 roku pojawiło się natomiast badanie z udziałem 556 osób, którego autorzy stwierdzili, że codzienne jedzenie nawet jednego jajka może zwiększać ryzyko zawału serca o około 2%. Podstawą do tego stwierdzenia był fakt, że jedno jajko zawiera 200 mg cholesterolu. Taki tok rozumowania okazał się jednak zbyt uproszczony. W kolejnym badaniu uwzględniono bowiem inne składniki jajek, które mogą z kolei zapobiegać chorobom serca. To przede wszystkim witamina E, kwas foliowy, witaminy z grupy B i nienasycone kwasy tłuszczowe.

Czy zatem regularne jedzenie jajek jest dobre dla naszego zdrowia? Aktualnie opinia na ten temat jest bardziej wyważona. Częsta konsumpcja jaj jest z pewnością odradzana osobom z wysokim poziomem cholesterolu we krwi oraz cierpiących na choroby układu sercowo-naczyniowego. Pozostali mogą jednak spożywać je z umiarem, ponieważ jajka to zdrowy składnik zbilansowanej diety. Przede wszystkim należy jednak unikać takich potraw, które składają się z wielu jajek, na przykład omletów oraz jajecznic. Odradzane są również popularne dodatki do jajek, m.in. boczek oraz inne tłuste mięsa. Znacznie lepszą alternatywę stanowi jedno lub dwa jajka gotowane czy też sadzone. Możemy zjeść je z warzywami. 

9 różnych pokarmów, których jedzenie poprawi Twoje samopoczucie

Jedna z najczęstszych przyczyn nadmiernego przybierania na wadze to sięganie po jedzenie po to, by poprawić sobie humor. Bardzo często wybieramy wysokokaloryczne, niezdrowe smakołyki, przede wszystkim słodycze i żywność typu fast food. Warto jednak wiedzieć, że także zdrowe i odżywcze pokarmy mają właściwości pozytywnie wpływające na nasz nastrój. Dlatego to po nie zdecydowanie bardziej warto sięgać. Poniżej prezentujemy 9 przykładów zdrowego pożywienia, które w odczuwalny sposób może poprawiać samopoczucie.

 

Tłuste ryby

Kwasy tłuszczowe omega-3 stanowią niezbędny składnik naszej diety, ponieważ ludzki organizm nie może produkować ich samodzielnie. Tłuste ryby, takie jak łosoś i tuńczyk, są bogate w kwasy DHA i EPA, których spożycie koreluje z niższym ryzykiem zachorowania na depresję. Kwasy omega-3 odgrywają również kluczową rolę w sygnalizacji komórkowej wewnątrz mózgu. Dla uzyskania dobrego samopoczucia powinniśmy spożywać ich ok. 250-500 mg. W 100 g łososia znajduje się aż 2260 mg, dlatego wystarczy spożywać tłuste ryby przynajmniej raz lub dwa razy w tygodniu.

Gorzka czekolada

Czekolada obfituje w wiele związków mogących polepszać nasze samopoczucie. Zawiera cukier, ale również kofeinę, teobrominę oraz N-acyloetanoloaminę. Są to substancje chemiczne o działaniu podobnym do kannabinoidów, które powiązano z poprawą nastroju. Dobry wpływ na nasz organizm mają również flawanoidy zwiększające przepływ krwi do mózgu i zmniejszające stany zapalne. Nastrój może poprawić oczywiście także sam smak, konsystencja oraz zapach czekolady. Ponieważ czekolada mleczna zawiera znacznie więcej cukru i tłuszczu, najlepiej spożywać czekoladę gorzką. Nie zapominajmy, że nawet gorzka czekolada jest wysokokaloryczną przekąską, dlatego w ciągu dnia możemy pozwolić sobie na zjedzenie nie więcej niż 1-2 kostki.

Sfermentowana żywność

Kiszone ogórki, kiszona kapusta, jogurty, kefiry, kimchi czy kombucha – pozytywnie wpływają na stan zdrowia naszych jelit, a zatem także na nasze samopoczucie. Proces fermentacji pozwala na rozwój pożytecznych dla naszego zdrowia bakterii. Zdrowa flora bakteryjna jelit ma kluczowy wpływ na poziom serotoniny, która w 90% jest wytwarzana właśnie w jelitach. Ta z kolei stanowi neuroprzekaźnik odpowiadający za nastrój, reakcje na stres, apetyt i popęd seksualny.

Banany

Banany są bogate w witaminę B6, która pozwala syntetyzować neuroprzekaźniki takie jak dopamina i serotonina. Jeden duży banan dostarcza do naszego organizmu ok 16 g cukru i 3,5 g błonnika. Zwiększony poziom cukru we krwi poprawia nastrój, a zawarte w owocu prebiotyki stanowią doskonałą pożywkę dla flory bakteryjnej jelit. W efekcie osoby regularnie spożywające banany rzadziej doświadczają zaburzeń nastroju.

Płatki owsiane

Płatki owsiane to pełnoziarnisty pokarm, na bazie którego można przygotować wiele smacznych potraw. Najczęściej goszczą na naszych talerzach podczas śniadań, kiedy jemy popularną owsiankę. Błonnik stanowiący lwią część płatków owsianych pomaga spowolnić procesy trawienne, umożliwiając stopniowe uwalnianie cukru do krwioobiegu, zatem nasz organizm ma dłuższy i bardziej stabilny dostęp do energii. Skutkiem niewahania się poziomu cukru we krwi jest po prostu dobry nastrój – mniejsze skłonności do odczuwania niepokoju oraz rozdrażnienia.

Truskawki, jagody, jeżyny i maliny

Co ciekawe, z niższym ryzykiem depresji powiązano również spożywanie większych ilości owoców. Wszystko za sprawą ich wysokiej zawartości przeciwutleniaczy, które mogą pomagać w leczeniu stanów zapalnych przyczyniających się m.in. do zaburzeń nastroju. Truskawki, jagody, jeżyny i maliny zawierają szeroką gamę fenoli odgrywających kluczową rolę w zwalczaniu stresu oksydacyjnego. Są szczególnie bogate w antocyjany, które także powiązano z niższym ryzykiem wystąpienia depresji. Najlepiej spożywać je w postaci świeżej lub mrożonej.

Orzechy i nasiona

Cenne źródło białka roślinnego, tłuszczów oraz błonnika, które ponadto dostarcza aminokwas odpowiedzialny za wytwarzanie serotoniny: tryptofan. Szczególnie warto chrupać migdały, orzechy nerkowca, orzeszki ziemne, orzechy włoskie, nasiona dyni, sezam i ziarna słonecznika. Możemy jeść je samodzielnie w postaci przekąski lub dodawać do zup, sałatek oraz koktajli.

Kawa

Najpopularniejszy napój na świecie także poprawia nasz nastrój. Zapobiega odczuwaniu zmęczenia, zwiększając naszą czujność i uwagę. Na tym jednak nie koniec. Zwiększa uwalnianie neuroprzekaźników poprawiających nastrój, takich jak dopamina i noradrenalina. Badanie z udziałem 72 osób wykazało, że zarówno kawa bezkofeinowa, jak i zwyczajna kawa znacznie poprawiają nastrój względem napoju placebo.

Fasola i soczewica

Oprócz wysokiej zawartości błonnika i białka roślinnego fasola i soczewica są również pełne wielu innych składników odżywczych. To doskonałe źródło witamin z grupy B, które poprawiają nastrój poprzez zwiększenie poziomu neuroprzekaźników, takich jak serotonina, dopamina, noradrenalina i kwas gamma-aminomasłowy (GABA). Ponadto witaminy z grupy B odgrywają kluczową rolę w sygnalizacji nerwowej, co umożliwia prawidłową komunikację między komórkami nerwowymi. Niski poziom tych witamin, zwłaszcza witaminy B12 i kwasu foliowego, jest związany z zaburzeniami nastroju, takimi jak depresja. Fasola i soczewica to także dobre źródło cynku, magnezu, selenu i żelaza niehemowego, które również poprawiają nasz nastrój.

Najnowsze testy pozwolą na ekstremalnie wczesne wykrywanie nowotworów

Dzięki nowym badaniom genetycznym lekarze będą mogli diagnozować nowotwory znacznie wcześniej, niż ma to miejsce obecnie. Nowe badania wykazały, że subtelne oznaki raka mogą pojawić się na wiele lat przed zdiagnozowaniem pacjenta.

Chociaż jest zbyt wcześnie, aby zastosować te wyniki w warunkach klinicznych, lekarze już teraz będą mogli korzystać z pewnych wskazówek. Według The Guardian naukowcy z Francis Crick Institute przeprowadzili analizę genetyczną próbek pochodzących z ponad 2500 guzów odpowiadających 38 rodzajom raka. Dzięki temu udało się zidentyfikować typowe mutacje związane z rakiem.

Mutacje te występują na ogół w obrębie tych samych dziewięciu genów i mogą pojawić się na wiele lat przed innymi zauważalnymi objawami raka. Testy obejmujące te mutacje będą mogły z dużym prawdopodobieństwem wykrywać nieprawidłowości w bardzo wczesnym stadium.

„Wykrycie tych wzorców oznacza, że ​możliwe będzie opracowanie nowych testów diagnostycznych wykrywających oznaki raka znacznie wcześniej.” – powiedział w wywiadzie dla The Guardian Peter Van Loo, jeden z głównych autorów badania.

Zespół badaczy powiedział, że jeśli ich praca zostanie włączona do testów klinicznych, lekarze mogą być w stanie wykryć raka wcześniej aż u jednej trzeciej pacjentów.

Opracowano "biodrukarkę", która może drukować komórki skóry bezpośrednio na ranie

Badacze opracowali nowe urządzenie, które „drukuje” nowe komórki skóry na ranie. Technologia ta może być niezwykle pomocna w przypadku pacjentów z poważnymi oparzeniami, które są zbyt rozległe, aby przeprowadzić przeszczepy skóry.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) szacunkowo 180 tys. zgonów rocznie jest spowodowanych poparzeniami. Obecne metody leczenia oparzeń niszczą zarówno górną, jak i dolną warstwę skóry, co spowalnia gojenie ran i może prowadzić do infekcji.

Nowatorskie urządzenie „drukuje” drobną powłokę skóry bezpośrednio na ranie. Jedną z kluczowych funkcjonalności jest możliwość używania urządzenia na ranie o dowolnym rozmiarze i kształcie. Jest to niezbędne do leczenia ran po oparzeniach, które mogą być niezwykle rozległe.

Siatka jest drukowana z substancji na bazie fibryny – nierozpuszczalnego białka biorącego udział w krzepnięciu krwi oraz komórkami MSC (mesenchymal stromal cells). MSC wspierają układ immunologiczny oraz przyspieszają wzrost komórek.

„Urządzenie zostało dotychczas przetestowane w leczeniu oparzeń u świń.” – powiedział współautor badania dr Marc Jeschke. – „Odkryliśmy, że urządzenie z powodzeniem nakładało „arkusze skóry” na rany. Nie odnotowano również żadnych komplikacji.”

Ponadto, okazało się, że proces gojenia ran został znacznie skrócony w porównaniu z tradycyjnymi sposobami leczenia. Badacze podkreślają, że potrzebne są kolejne badania kliniczne, jednak urządzenie jest niezwykle obiecujące i może zrewolucjonizować sposoby leczenia poparzeń.

Czerwone mięso, drób i ryby – jak wpływają na nasz układ krążenia?

Eksperci od lat alarmują, że przetworzone mięso może zwiększać ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, a także śmierci. Jednak czy taka sama zasada dotyczy nieprzetworzonego czerwonego mięsa? I jak na jego tle prezentują się konsekwencje spożywania drobiu oraz ryb? Na te pytania postanowili odpowiedzieć naukowcy, przeprowadzając analizę badawczą.

Jak wspominano wyżej, kilka istotnych badań wykazało związek pomiędzy spożywaniem przetworzonego mięsa, takiego jak bekon, parówki, kiełbasa i tym podobne, a wyższym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych, które prowadzą do śmierci. Dokładna przyczyna tej zależności polega na wysokiej zawartości tłuszczów nasyconych, soli oraz konserwantów w tych produktach  spożywczych.

Jaki jednak wpływ na nasze zdrowie ma nieprzetworzone czerwone mięso, drób oraz ryby? Okazuje się, że jednoznaczna odpowiedź nie jest wcale taka prosta. Wyniki kilku badań na ten temat częściowo różnią się między sobą. Ich zbiorczą analizę opublikowano w czasopiśmie naukowym JAMA Internal Medicine. Analizowane przez naukowców dane dotyczyły w sumie 29 682 dorosłych obywateli USA, którzy na początku badań nie mieli chorób sercowo-naczyniowych. Wśród nich 44% osób stanowili mężczyźni, a 31% osoby czarnoskóre.

Dane dietetyczne były pozyskiwane od uczestników w latach 1985-2002, a ich stan zdrowia monitorowano przez kolejne 30 lat, do 31 sierpnia 2016 roku. W trakcie 19 roku obserwacji odnotowano 6 963 zdarzeń związanych ze zdrowiem sercowo-naczyniowym oraz 8 875 zgonów z dowolnej przyczyny. Spośród zdarzeń sercowo-naczyniowych 38,6% z nich stanowiły przypadki choroby niedokrwiennej serca, 25% udary, a 34% niewydolności serca.

Aby zdefiniować, co stanowi 1 porcję mięsa i móc właściwie ocenić dietę uczestników, naukowcy przygotowali specjalny kwestionariusz. Zatem 1 porcja mięsa odpowiadała około 113 g mięsa czerwonego, wieprzowego lub drobiowego oraz 85 g ryby. W przypadku przetworzonego mięsa 1 porcja zawiera odpowiednio albo 2 plastry boczku, albo 2 małe kiełbaski lub parówki. W sumie mediana tygodniowego spożycia mięsa, drobiu bądź ryb przez uczestników badania wyniosła ok. 1,5 dla produktów przetworzonych, 3 dla nieprzetworzonego czerwonego mięsa, 2 dla drobiu i  1,6 dla ryb.

Wyższe spożycie mięsa ogólnie, z wyłączeniem ryb, powiązano przede wszystkim z płcią męską, czarnym kolorem skóry, paleniem papierosów, cukrzycą, wysokim wskaźnikiem BMI, podwyższonym poziomem cholesterolu i spożywaniem większej ilości alkoholu. U osób tych zdiagnozowano wyższe ryzyko chorób sercowo-naczyniowych oraz o 7% podwyższone ryzyko śmierci z jakiejkolwiek przyczyny.

Bardziej szczegółowe wnioski sugerują, że każde 2 dodatkowe porcje przetworzonego mięsa spożywanego w ciągu tygodnia zwiększają ryzyko śmierci z jakiejkolwiek przyczyny o 3%, w porównaniu z osobami, które wcale nie jedzą przetworzonego mięsa. Co ciekawe, ta sama zależność dotyczy 2 dodatkowych porcji mięsa nieprzetworzonego. Nadmierna konsumpcja przetworzonego mięsa skutkuje o 7% wyższym ryzykiem chorób układu sercowo-naczyniowego. W przypadku nieprzetworzonego mięsa czerwonego ryzyko wzrasta o 3%, a w przypadku drobiu o 4%. Spożycia ryb wcale nie powiązano z wyższym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych.

Spożywanie sfermentowanej soi może wydłużać życie

Na podstawie nowego badania przeprowadzonego na dużą skalę w Japonii stwierdzono, że sfermentowane produkty sojowe mogą przyczyniać się do niższego ryzyka śmierci. Choć badanie miało wyłącznie charakter obserwacyjny, wnioski, których dostarczyło, można uznać za wysoce interesujące.

Soja stanowi w Azji bardzo popularny pokarm, który jest tam uprawiany już od czasów starożytnych. W ciągu ostatnich dziesięcioleci roślina z rodziny bobowatych podbija również rynki spożywcze w krajach zachodnich. Wraz z rosnącym zainteresowaniem naukami o żywieniu badacze starają się ustalić dokładne właściwości prozdrowotne soi.

Jedno z badań na temat soi wykazało szczególne działanie prozdrowotne przygotowanych na jej bazie, sfermentowanych produktów. Okazuje się bowiem, że mogą one obniżać ciśnienie krwi, zmniejszając przy tym ryzyko chorób sercowo-naczyniowych. Tematem tym zainteresowali się japońscy naukowcy, którzy postanowili powtórzyć badania na znacznie większą skalę. Ich wnioski opublikowano w czasopiśmie naukowym BMJ.

Postanowiono zweryfikować związek między spożywaniem różnych rodzajów produktów sojowych a śmiertelnością z jakiejkolwiek przyczyny. Wykorzystano w tym celu dane z 11 publicznych ośrodków zdrowia w Japonii. Dotyczyły one 42 750 mężczyzn i 50 165 kobiet w wieku od 45 do 74 lat. Każda z tych osób wypełniła ankietę dotyczącą jej stylu życia, zdrowia oraz stosowanej diety. Naukowcy śledzili stan zdrowia uczestników przez prawie 15 lat, odnotowując zgony, które miały miejsce w tym czasie.

Szczególną uwagę przyciągnęły sfermentowane produkty sojowe, m.in. pasta miso. Okazało się bowiem, że osoby, które spożywały soję w formie sfermentowanej, umierały aż o 10% rzadziej z jakichkolwiek przyczyn. Szczególnie niskie ryzyko zgonu dotyczyło przyczyn sercowo-naczyniowych. Szczep bakterii, które towarzyszył procesowi fermentacji, to przede wszystkim Bacillus subtilis. Co ciekawe, związek taki nie istniał w przypadku niesfermentowanej soi, na przykład tofu.